środa, 10 czerwca 2009

paralotnie: Rumunia, psy pasterskie

Tym razem krótki post. Dedykowany mojemu nieżyjącemu już drogiemu Dziadkowi, który zmarł w listopadzie 2007 (w ogóle tamten listopad był porażkowy). Gdy byłem mały Dziadek bardzo często opowiadał mi różniste historie (czyt. bajki na faktach) na dobranoc. Historie ze swojej młodości, której dużą część spędził we Francji wypasając trzodę w górach. Istotnym elementem opowieści były oczywiście watahy wilków czyhających na życie Dziadka tudzież towarzyszących mu psów pasterskich, który każdy ze swoim imieniem stanowił bohatera danej opowieści. Każdy z psiaków był ultra mądry, oddany, silny, wspaniały, piękny i w ogóle taki jaki taki młody jak wówczas ja brzdąc chciałby mieć - moja Mama nie chciała :-) Ech te bajki...


A tu prosze... co prawda nie góry Francji, ale góry Rumunii, spore stada hamburgerów, a dookoła nich biegające fajowe duże białe psiaki. Rzeczywiście całkiem sprytne. Samodzielnie bez pomocy pastucha pilnujące stada i zaganiające go w drodze powrotnej po całodziennym wypasie. Zaiste widok nieziemski. A i wspomnienia z dzieciństwa miłe.


Aha, jednego z ranków, na poziomie 5am, wszyscy śpią, a ja słyszę jak coś dużego łazi dookoła namiotu, rozwala nam śmieci i co gorsza próbuje dobrać się do namiotu. NIEDŹWIEDŹ!?!? Nie będę robił syfu, nie budze innych sam wychodzę sprawdzić... A tu psiak :-)

Brak komentarzy: