Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspinaczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspinaczka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2009

wspinaczka: zdjęcia z doliny kobylańskiej

Obiecałem jakis czas temu, gdy wyprawy w skałki skończyły się tym, że nie wszedłem na gale zamknięcia off plus camera, wkleić wreszcie więcej zdjęć ze wspinaczki w terenie. Buszowaliśmy wtedy po skałach w Dolinie Kobylańskiej. W ogóle ostatnie trzy dni festiwalu off plus spędzałem w modelu: rano skały, wieczorem filmy, w nocy imprezy co należy podsumować moim ostatnio ulubionym zwrotem: Sponsor: sen, Mecenat: kawa.

Anyway, poniżej garść zdjęć ze wspinu sprzed kilku tygodni, każde w wersji fullsize po kliknięciu, poczynajac od najwyższego kawałka skały. Do krzyża u góry dotarliśmy z Kasią po około 40 minutach wspinaczki z jedną stacją przesiadkową w środku. Pierwsze prowadzenie robiłem ja, drugie ona.


Co to znaczy stacja przesiadkowa? Ano, lina nie ma nieskończonej długości, więc jeśli skała wysoka, musimy dzielić ją na około 30m odcinki i takimi partiami pokonywac całość. Wiadomo że sprzęt musimy cały zebrać (nic przed nami na ścianie nie ma, i nic po nas nie zostaje). Poniżej zdjęcie ze stanowiska. Widać na nodze cały zwój zebranej liny.


Prawdziwa zabawa to oczywiście prowadzenie trasy w góre. Czyli zasuwam z liną, powoli wpinając ekspresy do asekuracji (tzw. asekuracja z dołu). Pierwszy z pary ma trudniej, odpadnięcie to często lot kilkumetrowy do najbliższej wpinki w dół... Kto by się tam jednak przejmował takimi drobiazgami w kontekście widocznej na drugim zdjęciu radości z zakładania stanowiska u góry :-)



Wspinaczka to także droga w dół. Jak już jesteśmy na szczycie, to przecież jakoś musimy zjechać... Najcześciej dysponując tylko takim sprzętem jaki sam wniesliśmy do góry. Zjazd jest jednak o tyle miły, że bezwysiłkowy, no i nie wymaga asekuracji partnerki, której noga kadr mi tu przesłania :-)


Aha, przed zjazdem, obowiązkowe podziwianie panoramy. Jak pokazuje poniższe zdjęcie dolinki podkrakowskie wiosną to widok miodzio (osobników pomijamy :):



A na deser troche trudniejsza ścianka, łatwo nie było... Ja naprawde nie wiem jak my tam włazimy ;-)


No dobra, na prawdziwy deser to były robale (czyt. mrówki giganty):

niedziela, 26 kwietnia 2009

offpluscamera: czyli jak zmarnowałem Gale zamknięcia

Dzisiaj tak łazikowałem w podkrakowskiej Jurze, że w efekcie nie dostałem się na Galę zamknięcia. Warto jednak było, bo widoki nieziemskie, zas pełną galerie wrzucę jak Czu przyjedzie ze zdjęciami na Juwenalia. Do tego czasu, polecam mój tyłek, werjsa Lans.

poniedziałek, 9 marca 2009

wspinaczka: zdjęcia z zawodów

Uaaa, oj działo się działo. Komplet zdjęć w picasie, zaś poniżej relacja.

Bez wątpienia był to najlepiej spędzony przeze mnie dzień w tym roku. Najpierw maksymalny wycisk fizyczny na zawodach, a potem mega impreza do ..... 5am? Pi razy drzwi :-) Pamiętam że koło 2am zamawialiśmy taxówke do .......... lokalnego monopolowego... Zrzucam zasłone milczenia na to co się działo, ale dodam tylko że zakwasy miałem przez dwa dni. Powyżej pasa ze względu na wspinanie na maxa, a poniżej pasa, ze względu na 5h tańczenia :-)

Anyway, całość zaczęła się po 17. Oczywiście na start rozgrzewka, uzupełnienie płynów, rozciąganie i takie tam rzeczy które cała setka zawodników robiła by się troche rozluźnić.



Tras (zwanych też przystawkami) bylo sporo. Większość z nich składała się z kilku do kilkunastu ruchów, po chwytach zamontowanych na ścianie. Rzadko kiedy wychodzilismy powyżej 4m, więc duże poduchy pod ścianami w zupełności dawały nam gwarancje bezpiecznych upadków, których było bez liku, choćby na trasie pokazanej na zdjęciu poniżej o wdzięcznej nazwie 'max dyno'. Wybicie z lotem poziomym 2m. Mniam. Poniżej ja w chwili wybicia (nie doleciałem :-).


Oczywiście były też trasy bardziej pionowe, co nie oznaczało że nie wymagające:



Jak często we wspinaczce, siła rąk i odpowiednia technika kluczem do wygranej:


W sumie byłem na zawodach 26, co mnie całkiem usatysfakcjonowało i pokazało jednocześnie duuuuże pole do poprawy. W ostatniej godzinie nie dawałem już bowiem rady - łokcie dawały w dupe. Końcowo zdobyłem bodajże 48pkt na 75 możliwych. Na zdrowo byłbym wstanie zrobić (chyba) jeszcze około 12..15. Czas podleczyć łapki i ten rok przeznaczyć na intensywny trening na następne zawody :-) Na koniec przykładzik walki z w miare prostą ścianą:





Aha, wszystkich zawodników dzielnie dopingowała LUNA, która po zawodach znalazła sobie zabawe polegającą na przegryzaniu balonów i uciekaniu po eksplozji. Sprytny psiak :-)

sobota, 7 marca 2009

wspinaczka: zawody

Tak wiem, zwariowałem. Ja i moja jednoroczna zabawa ze sportem doprowadziła mnie w ciągu 12 miesięcy do startu w zawodach we wspinaczce. Dwa lata temu roześmiałbym się na samą taką myśl.... Rok temu jak robiłem poniższe zdjęcie też :-)


Anyway,
w nocy dużo snu, czy raczej nad ranem, bo wczoraj miałem uroczystą gale, garnitur, cylinder, kobiety w koktajlowych kreacjach itd. Rano pożywne śniadanie: biały ser, tuńczyk, oliwa przyprawy i czarny chleb. Troche uspokojenia nad lektura artykułów Baumana, troche nauki. Delikatna rozgrzewka, tak by dać ciału przedsmak tego co będzie wieczorem. Potem lekki obiad czyli sam szpinak, jajka no i pisze ten tekst tuż przed wyjściem.

Na zawodach cudów sie nie spodziewam. Dwa tygodnie temu skasowałem sobie łokcie (a konkretnie mięśnie dookoła) ćwicząc planche. Dzisiaj jeden jest prawie sprawny, drugi mocno boli pod obciążeniem. Co będzie na zawodach nie wiem. Licze na wsparcie Ego ;-) Biore paczke Apapu i mówie sobie że celem jest być w pierwszej połowie.

Startuje około 100 osób. Będzie dwadzieścia kilka tras. Na całość mamy 4h, z czego pierwsza godzina na rozgrzewkę i rozkminianie tras a pozostałe trzy na faktyczną wspinaczke. Do każdej z tras można podchodzić dowolną ilość razy, ale siłą rzeczy kolejne próby będą powodowały że każda z nich będzie gorsza (mam ograniczone pokłady wytrzymałości, których nawet cztery paczki ukochanych Katarzynek w plecaku nie odbudują). Trasy są różnej trudności, a tak samo punktowane. Jest więc pole na strategie :-) Mam nadzieje zyskać kilka procent na samym doborze tras i ich kolejności. Do najtrudniejszych na pewno nie podejde. Szkoda sił na próby. Zasadniczo planuje sporo odpoczywać pomiędzy podejściami. Przy idealnym doborze miałbym 8 minut pomiędzy każdą trasą, no ale na pewno będa jakieś fuckupy. Pytanie też czy łokcie mi wytrzymają do końca.

Idziemy całą paczką z naszej sekcji, biorę też nikona w celach archiwalnych, a druga połowa plecaka wypakowana carlsbergiem bo po zawodach wszyscy zostajemy robiąc mega impreze. Przepoceni, półubrani (czyt. prawie rozebrani), usmarowani magnezją, z obolałymi mięśniami i naciągniętymi stawami, będziemy leżeć, gadać, tańczyć i pić na poduchach które na codzień ratują nasze tyłki przed potłuczeniem :)

Wish me luck...