piątek, 13 czerwca 2008

paralotnie: ciekawostki, czyli co mnie zdziwiło

Kilka rzeczy mnie zdziwiło - czy raczej, miałem o nich wcześniej inne wyobrażenia. Post z gatunku: ku przestrodzę...

1. Co jest najtrudniejsze? Start.
I to dalece trudniejszy niż lądowanie. O startowaniu to jeszcze osobny post napisze, teraz ogranicze się do tego, że start jest naprawde trudny. Wymaga sporo przygotowań, ćwiczeń, praktyki, a wiatr i tak może nami majtnąć (i zrzucić w dół łamiąc np. kręgosłup :)

2. Pierwsze lądowanie: naprawde proste.

Bałem się trochę przed startem, ale już w powietrzu zapomniałem o tym. Praktycznie jeśli idzie o lądowanie to w ogóle nie było szkolenia. Jest to miare naturalna czynność, po prostu nagle zaczynasz biec na ziemi (lub iść jeśli zrobisz to poprawnie). Oczywiście to przy założeniu że miałeś gdzie wylądować, ale my na razie latami w bezpiecznych miejscach, gdzie hektary pól przed nami (no prawie :). W każdym razie lądowanie jest daleko mniej straszne niż się wydaje.

3. Łażenie pod góre: szmata troche waży.
Jak się ćwiczy jak my na małych górkach, to co lot, trzeba to wnieść na góre (złożone na tulipana). Bynajmniej nie jest to lekkie, a jak musisz to robić kilkanaście razy, w krzaczorach, zaroślach itp, to.... chyba nie miałem tego świadomości :) Co prawda znajomy na zdjęciu uśmięchnięty ale nie dajcie się zwieść: to poza do zdjęcia ;)


4. Linki...

Paralotnia ma ich kilkaset metrów (300m), ale po dość szybkim czasie umiemy się z nimi ochodzić. Na początku sporo strachu: czy nie splątałem - czy polece? czy nie załamie mi się skrzydło bo coś z linkami spi...łem. Na szczęście wygląda ta plątanina często strasznie, ale jest ok. Da się przeżyć.

5. Powietrze nie jest nieruchome.

Pierwsze loty za mną (takie do 60 sekund, 50..80m w dół) i widze że bynajmniej nie jest to ruch jednostajny w dół... Skrzydłem w czasie lotu rusza, to w góre to w dół i to całkiem sporo - ruch jest wyraźnie wyczuwalny (bo jednostajnie przyśpieszony, wię błędnik daje nam znać). Oczywiście ruchy nie są natychmiastowe tylko wahadłowe, ale są od nas całkowicie niezależne - to masy powietrza ruszają się, wiatr wieje, no i skrzydło sobie lata. Wrażenie niesamowite. Warto więc pamiętać, że to tam u góry rusza się całkiem sporo... Dużo więćej niż myślałem zanim byłem w powietrzu.

6. Prędkość opadania jest spora.

Jeśli tylko nie mamy noszeń w góre (kominy, wiatr po nawietrznej zbocza itp), to paralotnia nie leci poziomo, ale dość szybko traci wysokość :-) O doskonałości jeszcze kiedyś popiszę, na teraz tylko wniosek taki, że prędkość opadania jednak jest spora i do lądowania trzeba zabierać się szybko, jeśli nie mamy prądów wznoszących, to lot będzie krótki. Oczywiście w kontekście przyziemienia jest to prędkość (składowa pionowa) dalece mniejsza niż w spadachronie, a więc i bezpieczna, ale w kontekście lotu, czasu trwania (czy np. ilości czasu jaką mamy by znaleźć miejsce do lądowania, czy wykonać kilka skrętów, zdecydowanie mała)

To tyle ciekawostek na pierwszy raz: więcej będzie.

1 komentarz:

skydive pisze...

Super blog no i ten lot, na pewno niepowtarzalny :)