1. trudne lądowanie
Przy pierwszym lądowaniu, zrobiłem dwa istotne błędy: nie wyhamowałem przed lądowaniem - tym samym miałem prędkość dość sporą. Dodatkowo leciałem w pozycji siędzącej-poziomej (wyciągnięte nogi) do samego końca. Zaledwie 20 cm nad podłożem chciałem zacząć lądowanie. Należało oczywiście wyciągnąć nogi i zacząć biec dużo wcześniej. Efekt: nogi wciągnęło mi pod spód (wiwat usztywniane buty, inaczej miałbym zwichnięte kostki!) oraz przeciągnęło mnie na brzuch. W sumie się trochę wystraszyłem :-) ale dzięki temu następne lądowania perfekcyjne. Aha, już pisałem o wiatrach, które dość intensywnie zmieniają prędkość pionową paralotni: przy tym pechowym lądowaniu, na dodatek tuż przed przyziemieniem dostałem się dodatkowy ciąg w dół więc lot był dość szybki.
2. nieudany start
3. Krzaczory
Przelot przez krzaki bywa bolesny. Na naszej dzisiejszej górce, w końcowej fazie lotu, mieliśmy takie przeszkadzacze. Niestety jak to mówią, młodych pilotów drzewa zawsze przyciągają, więc przez jedne takie przeleciałem. Cóż było robić. Nogi zwarte, mocno przed siebie, ręce blisko, głowa w dół (kask zasłania twarz) i wziuuuuum. Przeszedłem jak burza (jak mi potem mówili :-) i nawet nic się nie stało (kilka odrapań na dłoniach). Na kursie mieliśmy też dyskusje i szkolenie jak bezpiecznie lądować na drzewach. Bezpiecznie w sensie żeby co najwyżej złamać nogi.
4. Pachwiny
Dolne taśmy od uprzeży (czyli tego na czym siedzimy) potrafią dość boleśnie obetrzeć pachwiny. Zależy to od ilości startów i lądowań, bo wtedy właśnie najbardziej daje to w kość. Warto więc założyć dłuższą bielizne pod długie spodnie, i to taką z tych grubszych (a nie koronkowo-sypialnianych :-)). Rada tym bardziej dla kobiet, bo przy obtartych pachwinach, pewne pozycje będą wykluczone ;-)
W każdym razie ja mam do teraz troche obtarte, ale obecnie nie przeszkadza mi to :-)
To na tyle, i mam nadzieje że kontynuacji nie będzie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz