Obracam się ....
Nie, nie sosenka ze zdjęcia, którą wkleiłem bo mi się podobała. Za to wóz pełen cyganów. Cała rodzinka wielopokoleniowa, kilkunastoosobowa, wielobarwna, chałaśliwa, ani chybi żądna mej krwi, a przynajmniej wody z mojego (uzurpuję sobie) źródełka. WTF?!?!? Zatrzymują się kilka metrów dalej. Myślę sobie: a teraz wyciągną aparaty i zaczną robić mi zdjęcia :-DDD /ja niestety swojego nie miałem, wiecie, to miała być wyprawa do dzikiej łazienki :)/ Ale nie... podchodzi ojciec rodziny z... wódeczką! Czytaj bimbrem. Językowo nie jesteśmy w stanie się porozumieć, ale przy odrobinie wysiłku, machanie rękami wystarcza :-) Cyganie dzielą się jeszcze serkiem (z owcy na oko) oraz dwoma jajkami. Brązowymi. Pewnie bazyliszka. Po czym grzecznie czekają aż dokończe swoją toalete...
No i co ja mam zrobić? Dalej nago paradować? No dobra, w bokserkach byłem :) Ale tak sobie myślę, że przecież ani oni, ani ja, do końca życia już się pewnie nie spotkamy, więc co mi tam. Zero wstydu i dalej robie swoje :) Po kwadransie grzeczne papa i wracam dłuższym spacerem do obozowiska z widokami na zachodzące słońce. I pewnie śmiechem za plecami :-)
BTW: woda w strumyku lodowata. Umyjcie się w czymś takim :-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz