poniedziałek, 1 czerwca 2009

paralotnie: cie(cie)ń w maju

Zaległy post z wyprawy na Ciecień w Beskidzie wyspowym ponad tydzień temu. Ciecień jest bardzo miłą lokacją, dlatego że są z niego dostepne dane meteorologiczne, tym samym owej niedzieli szybki rzut oka na net, pozwolił stwierdzić: jest WARUN na Ciecieniu. 5m/s w porywach do 7miu prosto z zachodu. Ów rzut oka, robił Maro, bo ja o 9ej to jeszcze spałem rozłożony szaleństwami dnia poprzedniego zakończonymi o 5am :-)

Latanie z Ciecienia, jak i ogólnie większości masywu Beskidu wyspowego wymaga oprócz umiejętności latania także odpowiedniej kondycji. Na szczyt czeka bowiem 40 minutowa (szybkim tempem) wspinaczka (szlakiem, szlakiem, nie skałkowa :) - co nawet przy moim lekkim 15kg plecaku ze sprzętem nie jest proste. Co poniektórzy muszą wnieść tam prawie 20kg, nic więc dziwnego że na koniec mamy konkurs mokrego podkoszulka.

Na szczęście start z widokami jak poniżej rekompensuje z nawiązką mozolny marsz w górę.


Oczywiście przed startem obowiązkowe zaklinanie skrzydła. Zwłaszcza że miało to być dla mnie dopiero drugie latanie na nowym sprzęcie. Nie jestem wciąż do niego przyzwyczajony, a że lubie latać niedoważony, Maro na starcie jak zwykle czarno-wróży i straszy mnie że silna wiosenna termika solidnie przetrzepie mi tyłek w powietrzu. Pffft... trzepanie tyłka to ja wole w innej postaci ;-) Start bezproblemowy, a i potem bez żadnych niespodzianek woziłem się ładnych pare godzin w powietrzu. W tym nad startowiskiem ku uciesze fotografa, potem mojej Picasy ;-)





Zasadniczo osób było troche więcej co zaowocowało całkiem ładnymi zdjęciami, zarówno ślicznym kawałkiem drogi w okolicach Limanowej, jak i zdjęciami pilotów w powietrzu:






Latanie w Beskidzie miodzio.

Brak komentarzy: