sobota, 25 kwietnia 2009

offpluscamera: The Messenger, Oren Moverman

Na skałach zostaliśmy dzisiaj troche dłużej, ucząc się na koniec z Kasią zakładania stanowisk na drogach wielowyciągowych, które będziemy w praktyce wykorzystywali jutro. Tym samym na festiwal doczłapałem się dopiero na film o 19ej, gdzie miałem spory dylemat co wybrać. Rzutem na taśme dotarłem tuż przed 7mą do Sztuki na konkursowy The Messenger.

Śmiało mogę powiedzieć, że film jest naprawdę niezły. Trochę odstaje jednocześnie od reszty filmów festiwalowych. Moim niewprawnym okiem widać w nim solidne amerykańskie rzemiosło filmowe rodem z Hollywood. Bardzo ciekawa i nietuzinkowa historia (o tym za chwilę), solidnie przygotowany scenariusz, bardzo sprawne zdjęcia i przyzwoity poziom aktorski to niewątpliwe zalety tego filmu. Mimo poważnej tematyki rzekłbym że jest aż cukierkowo idealny. Dwa osobne papierki, słodki smak i przystępna cena. Daleki byłbym jednak od nazwania tego filmu czymś co powinno stanowić sedno festiwalu niezależnego. Ten film ma spore szanse zarobić w dystrybucji, co sądzę że będzie miało miejsce także i na polskim rynku.

W warstwie fabularnej, film opowiada kilkanaście epizodów z pracy dwuosobowego, męskiego zespołu armii amerykańskiej, którego zadaniem jest powiadamianie amerykańskich rodzin o śmierci ich bliskich (tu wojna w iraku czy też afganistanie). Oczywiście amerykański patos, trochę trąci, ale nawet jeśli w pierwszym momencie miałem wątpliwości czy film wyciśnie ze mnie troche emocji, to muszę przyznać że kupuję się to. I te cudze cierpienia doświadczane przez pryzmat ekranu naprawdę bolą. W takich chwilach myślę czy to nie dlatego oglądamy takie filmy by móc potem docenić własne życie. Anyway praca takiego zespołu, która najpierw jawi się jako całkiem proste zadanie, okazuje się być bardzo trudnym i emocjonalnie ciężkim doświadczeniem. Bezsilność i namacalny ból osób które dowiadują się o śmierci swoich najbliższych jest ostrą wyżymaczką i testerem charakteru.

Niestety film w wielu miejscach chce być nadmiernie poprawny i zaliczyć wszystkie elementy z podręcznika 'jak-napisać-dobry-scenariusz'. Mamy więc konflikt charakterów, spaprane życie, patriotyzm, bójkę, nieodłączne gagi by rozruszać przepone widza oraz emocjonalnie silny temat. Efekt jest jednak jak duże zielone jabłko z supermarketu. Genetycznie wyhodowane tak by było idealne, ładne, świecące i o jednolitym kolorze pożądanym przez konsumenta. Ja osobiście wolałbym troche brudu i niedoskonałości w warsztacie. Brakło mi takiej filmowej szorstkości.

Moja ocena: 2.3 - pomimo tych wszystkich wad, film można śmiało polecić - ostrzegam, jednak że jest smutny (brać chusteczki!)

Brak komentarzy: