Ptaki takie, spędzając sporą ilość czasu w powietrzu, siłą rzeczy musza optymalizowac swoje zużycie sił witalnych. Do utrzymywania się więc w powietrzu, zamiast siły własnych mięśni, bardzo często wykorzystują siły przyrody. Sprowadza się to do krążenia w kominach powietrznych (gdzie cieplejsze od otoczoenia powietrze wędruje do góry). Łatwo to można zaobserwować po krążącym ptaku, który wznosi się do góry pomimo, iż nie macha w ogóle skrzydłami. Jest to, jeśli wiedzieć czego szukać, widok dość częsty. Ptaki naturalnie wyczuwają kominy termiczne, a dodatkowo znając swój teren (drapieżniki przeważnie są do jakiegoś stałego, nawet jeśli dużego obszaru przywiązane) wydają się wiedzieć gdzie znajdują się miejsca samoistnych noszeń.
Jak się to przekłada na paralotniarzy? Podczas lotów w termice, warto rozgladać się za ptakami. Zwłaszcza większymi, latającymi wyżej oraz krążącymi w danym miejscu. To prawie pewny komin termiczny. Oczywiscie, zanim zdecydujemy się na lot w tamtym kierunku, warto zaobserwować jak szybko taki ptak wznosi się. Kilogramowy jastrząb, będzie miał samoistne opadanie na poziomie 0,5m/s, czyli dwa do trzech razy mniej niż nasze skrzydło. Dlatego tylko wtedy gdy widzimy go wznoszącego się bardzo szybko, można mieć nadzieje na silny komin. Taki który także nas będzie w stanie wywindować w górę. W innym przypadku, trafimy co najwyżej na mały kominek, który utrzyma nas na tej samej wysokości, ale już nie pozwoli się wznieść. A oczywiście lęcąc do niego, musieliśmy konkretny zapas wysokości zmarnować - warto więc rozważyć rachunek zysków-strat przed decyzją o oparciu się na "ptasim rozumie" :-)
Na tym wyjeździe, ptaki drapieżne dość często latały przy Lijaku. Widzieliśmy nawet pare krażącą w jednym z kominów. Dzisiaj, zweryfikowałem na żywo strategie oparcia się na wyczuciu mojego podniebnego kompana i ... dobrze na tym wyszedłem, trafiając na silny komin. Niestety pierzasty lotnik, był chyba dość skonsternowany, w momencie gdy zobaczył mnie już bardzo blisko (około 20 metrów) na kursie kolizyjnym /nie wiem dlaczego tak późno, może wcześniej patrzył na ziemie w poszukiwaniu zdobyczy/ - wykonał jednak błyskawiczny i malowniczy manewer odbicia i przemknął kilka metrów obok mnie.
Przypadki ataku ptaków na paralotnie zdarzają się rzadko, a jeśli już to praktycznie wyłącznie w okresie lęgowym, kiedy ptak może nas zaatakować broniąc gniazda. Nas, czyli skrzydło. Przeważnie bowiem atakue z góry (bo tak jest do tego przyzwyczajony) i już wpadając w miękkie skrzydło czeka go pierwsze zdziwienie.,Materiał i powietrze pod wpływem pędu natychmiast ustępują, a wręcz odbijają go. Potencjalne rozdarcia co najwyżej tyczą się jednej komory więc poza szkodami i naprawą później, nie są niebezpieczne jeśli chodzi o właściwości aerodynamiczne skrzydła. No chyba że byłby to wielokilogramowy kondor, z dokładnym rzutem technicznym skrzydła i rozpisaną checklistą z planem uszkadzania komory po komorze :-) Chyba mało możliwe, co?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz