czwartek, 15 stycznia 2009

Paralotnie - Maroko, podsumowanie

Fajnie było ale się skończyło. Wylatałem w powietrzu sporą ilość godzin odbywając koło 20 lotów. Miałem okazje 'zaliczyć' i żagiel i termikę. Pod względem lotniczym wyprawa więcej niż udana. Zdobyłem z dużym zapasem niezbędny mi nalot (ilość godzin w powietrzu) do posiadania licencji uprawniającej do samodzielnego latania na całym świecie. Teraz zostało mi pozałatwianie papierków oraz obowiązkowego ubezpieczenia. Dla nielotów informacja: pilot paralotni musi mieć OC podobnie jak kierowca samochodu.


Kulinarnie słabiej (no ale to nie znaczy źle o wyjeździe, tylko mam nadzieje o moim wysublimowanym smaku ;-) Omleta nie tknę się w całym 2009 roku :-) Przesyt jeśli idzie o sałatkę marokańską (pomidor + papryka) chwilę potrwa. Dłuższą. Daktyle,rodzynki i figi także wymagają odpoczynku (kilo fig spocznie w zamrażarce). Zaś kmin rzymski (zakupiony) poleży u mnie w kuchni na górnej ocienionej półce dobre pół roku nim odważę się go tknąć (nasi arabscy kucharze dodawali go nawet do miodu). Świeżo wypiekany chleb w domu jest miodzio. Aha, malownicze kaktusy obok domu to był SAD. Owocowy. Ukradliśmy (ku zgorszeniu gospodarzy) 5 sztuk owoców i wyjedliśmy z nich dżem (chyba to była sławetna agawa opuncja). Patrząc na różnice, kąpiel w europejskiej łazience to jednak miła rzecz. Takoż jak i pralka, własne milutkie łóżko oraz ogrzewany dom - W Maroku o tej porze roku w nocy w Tiznicie w okolicach 5..10C, zaś w nieogrzewanym domu berberyjskim 13,8C (tak pokazywały nam nasze zabawki do latania :) Dla porównania w Marakeszu leżącym kilkaset km na północ, rano o 6am na samochodach na parkingu przy lotnisku był szron.


Co dalej w aspekcie latania? Planuje w 2009 cztery, możę pięć wyjazdów 9 dniowych w różne krańce świata. Turcja, Słowenia, Australia, Rumunia są na tapecie. Co dokładnie to czas pokaże. Od wiosny do jesieni mam dodatkowo nadzieje na weekendowe wypady w Polsce (bieszczady, beskidy), może na Słowacji. Stay tuned.

Brak komentarzy: