czwartek, 19 czerwca 2008

paralotnie: startowanie dla opornych

Start to niewątpliwie najtrudniejszy element pilotażu. Może w przyszłości, jak zakosztuję lotów żaglowych nad zatłoczonym nadmorskim klifem, zmienię zdanie, na teraz jednak to właśnie start daje najbardziej w kość. Przede wszystkim ze względu na ilość rzeczy, na które musisz jako pilot zwracać uwage, i które musisz przez cały czas kontrolować. Jak dodamy do tego wiatr, który może nagłym podmuchem lub zmianą kierunku zakłócić nam proces to efekt w postaci wywrotki murowany. No ale frajda z uczucia tuż po oderwaniu od ziemi gwarantowana i widoczna poniżej.


Opis dotyczy startu klasycznego. Start alpejski trenowałem, ale zostawiam na inny raz. Zaczynamy więc od wyboru kawałka stoku: czyt. powierzchni o nachyleniu - element niezbędny do startu (zwłaszcza im słabszy wiatr). Co istotne, lekki wiatr jest bardzo pomocny, wręcz wymagany. Oczywiście startujemy pod wiatr, stąd wybór stoku nie jest łatwy. Bardzo rzadko zdarza się że mamy górę z wystawą na wszystkie strony świata. Zazwyczaj odpowiedniej wielkości polana jest tylko z jednej strony - jeśli w ogóle. Niestety w naszej szerokości geograficznej większość szczytów jest bowiem zalesiona (swoją drogą ciekawe czy ktoś lata z połonin bieszczadzkich.... oczywiście po tym jak wniesie solidny plecak na ich szczyt ;) - muszę to rozważyć). Dobra, stok mamy, polana jest, długość kilkadziesiąt metrów na rozbieg zapewniona. Wiatr w twarz. Co dalej?

Rozkładamy skrzydło w delikatną podkowę, idealnie pod wiatr. I D E A L N I E. Dlatego że ewentualne zmiany osi, wymagają potem podczas startu kontroli paralotni, większego biegania na boki i aktywnego sterowania - co oczywiście dla zaawansowanego pilota nie jest trudne, ale dla mnie wciąż jest. Sprawdzamy dodatkowo czy komory na krawędzi natarcia skrzydła są wyeksponowane (złapią powietrze), a linki nie splątane. Wpinamy się uprzężą w skrzydło, chwytamy prawidłowo linki sterownicze i taśmy A, dwa kroki w tył i ostatnie sprawdzenia:
* czy mamy dobrze zapiętą uprząż
* czy karabinki są zabezpieczone
* czy wiatr nie zmienił kierunku
* kask na głowie?
* przestrzeń powietrzna wolna (brzmi śmiesznie, ale zderzenie dwóch paralotni przy starcie już nie jest!)

Do boju. Zaczynamy płynnie biec do przodu. Oczywiście starcza nam linek raptem na kilka kroków, po czym prawie stajemy w miejscu, bo skrzydło przy bardzo dużym oporze zaczyna się podnosić. Śmieszna to sytuacja, bo biegniesz niejako w miejscu, cała para w pracę nóg, a stoisz prawie w miejscu. W tej właśnie chwili bieg idealnie na osi wiatru i ułożenie paralotni jest bardzo ważne. Dzieje się tak dlatego że nie widzimy skrzydła, a musi ono wstawać dokładnie pionowo nad nas, bez żadnych załamań. Mając więc nadzieje że tak jest dalej intensywnie holujemy do przodu skrzydło. Dodatkowo wspieramy to przemieszczając ramiona z wyciągniętych do tyłu (skrzydło nas ciągnie) do przodu (BEZ zginiania w łokciach).

OK: Paralotnia jest już nad nami - czujemy bowiem znaczące zmniejszenie oporu. Jako że cały czas próbujemy się rozpędzić (napędęm nożnym ;) zaczynamy powoli przyśpieszać. Puszczamy więc taśmy A (które trzymaliśmy od początku). Wykonujemy szybką kontrolę wizualną paralotni (głowa do góry, nie na boki!) i jeśli tylko skrzydło jest ładnie rozstawione, biegniemy mocno do przodu. Jeśli nie, przerywamy start. Tu właśnie przed pilotem trudna decyzja jeśli zobaczył on mocne skrzywienia skrzydła (bo np. wiatr troche znosi je nam na bok lub było źle rozłożone). Próbujemy to oczywiście korygować (zawsze biegnąc tak by być na środku skrzydła, oraz ciągnąc sterówkę przeciwną do wychylenia). Cały czas też (jeśli zdecydowaliśmy się na start) biegniemy w dół po stoku ile fabryka dała.

Jeśli wszystko przebiega dobrze, a matka natura nie zafundowała nam nagłej zmiany wiatru, w którymś momencie biegu (zazwyczaj po 10..20 metrach) zaczynamy czuć że paralotnia podnosi nas powoli do góry. WOAAA... Ważne by w tym momencie nie siadać w uprzeży, i nie przestawać biec! Dalej dajemy do przodu przez przynajmniej pare metrów, tak by ostatnie kroki wykonać już w powietrzu, majtając malowniczo nogami :-) Tłumimy też odruch początkujących by wyskoczyć w powietrze (źle się to skończy bo rozluźnimy linki i paralotnia najpewniej się złoży) lub by chwytać się taśm.

No i jesteśmy w powietrzu :-D Uspokajamy tętno i dopiero po kilku/nastu sekundach siadamy wygodnie w uprzęży i ... zaczynamy delektować się udanym startem.

Brak komentarzy: