Michal przed seansem straszyl ze to ma byc czeskie kino offowe. Tylek mam twardy, ale po Manga Happy End wczoraj, oraz Guczy dzisiaj, jak dodalem czechy + off, to mocno rozwazalem ucieczke z kina. Wytrzymalem i ... nie bylo calkiem zle.
Wycieczkowicze to lekka czeska komedyjka. Daleko jej do najlepszych pozycji komediowych z poludnia, raczej nazwalbym to lekkim czeskim kinem niedzielnym. Nie mniej jednak ilosc zabawnych scen byla spora (polecam automat do prezerwatyw ;) Dodatkowo jezyk czeski serwowal nam extra gagi. Jak po czesku jest bilard? Kulecznik :) No dobra, wtedy wydawalo mi sie to bardziej smieszne, ale tak to jest po ogladnieciu calej serii dowcipow, kazdy nastepny jawi sie troche lepszy niz w rzeczywistosci - nazywam to prawem wzmocnienia serii i wywołania zbiorowej głupawki (na imprezie :).
Wracajac do filmu, mimo iz byla to komedia sytuacyjna, przeslanie o poszukiwaniu szczescia sprytnie zostalo w srodku przemycone. Niestety bynajmniej ta czesc nie nalezala do najweselszych... Mozna troche popasc w melancholie, ale trzeba jej uwaznie szukac pomiedzy scenami.
No ale scena z glosowaniem 'kto sie onanizuje niech podniesie reke' w wykonaniu czeskim poprawi humor kazdemu (plus gosc w pletwach :)
Moja ocea: 2.2, lekkie kino weekendowe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz