piątek, 28 sierpnia 2009

Dachstein - podróż

Wczoraj kilkaset kilometrów po Polsce, Warszawa, Łódź, Warszawa, Kraków. O 21 wizyta u lekarza, tak by w przeddzien decyzji o wyjeździe zdecydować czy dam rade czy nie. Opinia: lepiej nie, ale tutaj recepta na dodatkowe środki przeciwbólowe, bo coś Panu źle z oczu patrzy ;-)

Do 2 w nocy praca, i takoż dalej w piątek od 8 rano. Piątek miałem rozpisany z rozdzielczością na 10 minut :) Koło 13ej decyzja: dam rade, w efekcie której o 1545 jestem w domu i zaczynam zawody w konkursie na szybkie pakowanie bez wcześniejszego przygotowania. 16:22 jestem gotowy do drogi. 30kg bagażu. Wyjeżdżamy z Krakowa o 17:00, przed nami prawie 900km. Po drodze okazuje się iż zapomniałem przygotować jednej istotnej wyceny, więc kolejne 4h spędzam pracowicie na tylnym siedzeniu rozgryzając zagadnienia integracji BS<>BB, męcząc do ostatnich soków baterie mojego maka. Wiwat jony litowe.

Dalszej części podróży nie specjalnie pamiętam. Spałem. Jedyne co mi się rzuciło w oczy to ślicznie oświetlona w nocy rafineria pod Wiedniem, wyglądająca niczym scenografia do Blade Runnera. Technologia nas mocno wspiera: na starcie podróży iPhone wyestymował czas dotarcia na 2:07. Byliśmy na miejscu o 2:12am. Nice.

Szybkie zakwaterowanie (dużo luda), prysznic, ta notka, supermemo i do spania. Rano wstaje o 730: o 8 zbiórka. Na śniadanie będę miał bułkę kupioną rano u Romana w Kraku. Przejechała ze mną prawie tysiąc kilometrów i wciąż jest gotowa na pożarcie :-)

Ciekawe jak tu jest, przyjechaliśmy po ciemku w nocy. Burza i leje. Widać że góry, ale jakie już nie. GPS pokazywał jezioro, ale czy jest tu coś więcej? Rano panorama nas powali widokiem :) Przynajmniej taką mam nadzieję.

Brak komentarzy: