piątek, 10 kwietnia 2009

kino, reaktywacja

Przyznaję się bez bicia, iż ostatnio lekce sobie ważyłem kino. W tym roku to widziałem z 5 filmów góra. Wstyd przyznać. Nie wiem na ile tendencja się utrzyma długofalowo, więc nic nie będę tu obiecywał, ale sobie znanym sposobem próbuję właśnie wywrzeć na sobie presje, dzieląc się publicznie planami. Mam nadzieję że trudniej mi się będzie potem z tego wycofać. Jednocześnie jeśli ktoś zastanawia się co i jak mógłby zrobić w zakresie X muzy w najbliższych miesiącach, może znajdzie tutaj podpowiedź.

Idąc bowiem od końca moich planów na najbliższe miesiące, 23 lipca ląduję na 10 dni we wrocławiu na tegorocznej, dziewiątej edycji międzynarodowego festiwalu filmowego Era Nowe Horyzonty. Swój zniżkowy karnet kupiłem na samym otwarciu sprzedaży i mam na oko numerek 17sty, a to tylko dlatego że w całych 125sekundach podczas których dokonałem procesu zakupu, wyboru zdjęcia (tak tak, w tym roku na karnetach będziemy mieli nasze mordki) i zapłaty, musiałem odebrać jeden ważny telefon :-)

Ten festiwal to pozycja obowiązkowa, choć w tym roku konkuruje u mnie z wypadem w skały (Włochy/Sardynia/Korsyka) lub lataniem. Wygląda jednak na to że festiwal wygra, pomimo iż nie udało mi się zarezerwować miejsca do spania w Mleczarni :-(

Ale idźmy dalej, czy raczej wcześniej. W środku wiosny, w maju, kolejna miejska aglomeracja kusi kulturą ludzi którzy chcą ją przedkładać nad wypoczynek u boku natury. I kusi skutecznie... Mianowicie 8go do 17go maja, w warszawskiej kinotece będzie miał miejsce Szósty Festiwal Filmowy Planet Doc Review. Festiwal zachęca intensywnie wszystkich wielbicieli dokumentu do odwiedzenia stolicy słowami organizatorów: "Festiwal Filmowy PLANETE DOC REVIEW to prezentacja najwybitniejszych filmów dokumentalnych ostatnich dwóch lat, laureatów nagród na najważniejszych festiwalach na świecie oraz polskich premier. Zeszłoroczny PLANETE DOC REVIEW odwiedziła rekordowa liczba 25 000 widzów. Festiwal otrzymał nagrodę redakcji Gazety Stołecznej WDECHY, jako najciekawsza impreza kulturalna stolicy roku 2008..

A ja biedny miś, który wyczerpał już zwykły limit rocznego urlopu w marcu? Co mam zrobić - zwłaszcza jeśli nie planuje zmniejszyć intensywności działań pozazawodowych w pozostałej części roku... ;-) Nooo, ten tego, przeniosę się w maju do naszego biura warszawskiego i zorganizuje sobie grafik w modelu: w dzień i rano praca, popołudniami i i wieczorami oglądamy :-) Sponsor: sen. Mecenat: kawa.

Opuszczając stolice i wypadając delikatnie za granicę wpadamy na 11 Kino Na Granicy. Od 28go kwietnia do 3go maja w polskim i czeskim Cieszynie (Cesky Tesin) gości bowiem po raz kolejny (jedenasty) przegląd filmowy. Wszystkim tym którzy tęsknią za atmosferą z Cieszyna, kameralnością, dobrym czeskim piwem i brakiem gwaru rodem z Wrocławia, spokojnie można polecić organizację długiego weekendu majowego właśnie tam. Ja sam planuje wyskoczyć pewnie na 2.. 3 dni, tak by nie kolidowało to z moimi ekstremalnymi aktywnościami.

Jeszcze dalej cofając się w czasie, lądujemy w środku kwietnia w Krakowie. Nie jest to bynajmniej lądowanie jakie w ten weekend będę uskuteczniał na Słowacji. Tutaj mowa o trochę bardziej kulturalnym aspekcie. Mianowicie od 17go do 26go kwietnia Kraków otwiera swoje podwoje dla Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego OFF PLUS CAMERA (operatorzy GSM chyba sobie pozazdrościli mecneatu, co? - ach te kreatywne marketroidy co już tylko copy&paste potrafią). OFF lśni mi kuśliwymi barwami, bo jest tuż za miedzą :-) Mam już kupione dwie wejściówki na galę otwarcia (mniam mniam: Koncert Nigel Kennedy Quintet, a potem film otwarcia: Johnny Mad Dog) a jak tylko wrócę ze Słowacji kupuję karnet. W kwietniu też będę próbował łączyć pracę z festiwalem, więc idealnie nie będzie, ale sądze, że troche odbuduję swoje filmowe zaległości.

Tymczasem przeprosiłem się w ostatnim tygodniu z teatrem, a w planach weryfikacja czy był to jednorazowy epizod, czy też poczatek dłuższego zauroczenia. Stay tuned...

Brak komentarzy: